Śledztwo w sprawie Mołdawianina, który na stacji kolejowej w Puławach zaciągnął hamulec ręczny w wagonach-cysternach pociągu towarowego, zostało przekazane Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Takie działanie 25-latka mogło doprowadzić nawet do wybuchu.
Śledztwo przejęła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego
Radio RMF, które pierwsze poinformowało o sprawie, przekazało, że śledztwo w sprawie tego incydentu trafiło do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Taki kierunek postępowania może być związany z tym, że na zarzutach w sprawie spowodowania zagrożenia katastrofą może się nie skończyć. ABW – jak czytamy na
RMF24.pl – ma możliwości dotyczące szczegółowej analizy sprzętu elektronicznego znalezionego przy zatrzymanym. Ma też swoje kanały międzynarodowej wymiany informacji.
W tym miejscu warto dodać, że policjanci przy mężczyźnie znaleźli torbę, w której znajdowało się w niej między innymi kilka telefonów komórkowych, sprzęt elektroniczny, karty SIM, powerbank oraz dokumenty w języku rosyjskim. Jak wynika z informacji, które uzyskał RMF, podczas przesłuchania Mołdawianin tłumaczył, że jest informatykiem-hakerem, chciał dostać się do Moskwy, gdzie miał szukać pracy. Nie potrafił jednak w racjonalny sposób wytłumaczyć śledczym, dlaczego wjechał do naszego kraju.
W przypadku wykolejenia mogło dojść do pożaru i wybuchu
Pociąg towarowy, przy którym został zatrzymany młody obywatel Mołdawii, składał się z 37 wagonów-cystern wypełnionych ropą dla Ukrainy. Gdyby doszło do rozerwania składu cysterny z paliwem mogłyby się rozszczelnić, co mogłoby doprowadzić nawet do wybuchu.
Teraz wiadomo, że zatrzymany 16 lutego mężczyzna wjechał dzień wcześniej do Polski przez przejście graniczne w Terespolu. 25-letni Anton B. usłyszał zarzuty sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa eksplozji materiałów łatwopalnych, zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach. Grozi za to kara do 10 lat pozbawienia wolności. Decyzją sądu najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie.